Nie każdy bohater drużyny stoi na boisku. Niektórzy pracują za kulisami, dbając o to, by wszystko działało dokładnie tak, jak powinno. Omar Szczęsnowicz – były zawodnik Lowlanders Białystok – dziś pełni w klubie rolę osoby, która łączy zawodników, sztab i zarząd, dbając o codzienne funkcjonowanie drużyny.
Logistyka, wsparcie importów z zagranicy, organizacja treningów i meczów czy pomoc zawodnikom w codziennych sprawach – to tylko część obowiązków Omara Szczęsnowicza. W rozmowie opowiada o kulisach pracy przy drużynie, budowaniu kultury zespołu oraz o tym, dlaczego futbol amerykański to coś więcej niż tylko sport.
[Lowlanders]: Omar, jesteś w drużynie od środka i zajmujesz się wieloma rzeczami, które sprawiają, że zespół funkcjonuje na co dzień. Jak w kilku zdaniach opisałbyś swoją rolę w Lowlanders?
[Omar]: Moja rola polega na tym, żeby trenerzy i zawodnicy mogli skupić się przede wszystkim na futbolu. Staram się zadbać o wszystko wokół – od spraw organizacyjnych i logistyki po pomoc zawodnikom w codziennych sytuacjach. Można powiedzieć, że jestem łącznikiem pomiędzy drużyną, sztabem trenerskim i zarządem, tak żeby cały system działał sprawnie.
W klubie mówi się, że jesteś człowiekiem, który „ogarnia wszystko”. Jak wygląda typowy dzień Twojej pracy w trakcie sezonu?
W sezonie właściwie nie ma dwóch takich samych dni. Jednego dnia zajmuję się sprawami organizacyjnymi – kontaktem z zawodnikami i trenerami czy przygotowaniem treningu. Innym razem skupiam się na logistyce wyjazdów, sprzęcie albo pomocy naszym zawodnikom zza oceanu. W dni meczowe dochodzi do tego organizacja całego wydarzenia, żeby każdy był na swoim miejscu i miał wszystko, czego potrzebuje.
Twoja rola to nie tylko organizacja, ale też budowanie atmosfery w drużynie. Jak rozumiesz pojęcie „team culture” w futbolu amerykańskim?
Dla mnie team culture to przede wszystkim wzajemny szacunek, odpowiedzialność i wspólny cel. Futbol to sport zespołowy – jeden zawodnik sam niewiele zrobi. Każdy musi ufać koledze stojącemu obok. Dlatego ważne jest budowanie relacji także poza boiskiem i poczucie, że wszyscy gramy do jednej bramki.
Pracujesz blisko z zawodnikami z Polski i z importami z zagranicy. Jak pomagasz im odnaleźć się w Białymstoku i w drużynie?
Staram się pomagać w prostych, codziennych sprawach – od pomocy w zakupach, przez pokazanie miasta, aż po kwestie organizacyjne. Czasami wystarczy zwykła rozmowa czy wspólne wyjście na miasto, żeby ktoś poczuł się bardziej komfortowo. Najważniejsze jest to, żeby wiedzieli, że nie są tu sami.Imporci często przyjeżdżają do nowego kraju, nowej ligi i kultury.
Co jest dla nich największym wyzwaniem na początku?
Najtrudniejsza jest adaptacja do nowego środowiska. Inna liga, inny styl gry, czasem bariera językowa. Do tego dochodzi codzienne życie w nowym kraju. Dlatego ważne jest, żeby od pierwszych dni mieli wsparcie drużyny i czuli, że są częścią zespołu.
Z perspektywy osoby, która jest z drużyną na co dzień, jak zmieniała się organizacja Lowlanders przez ostatnie lata?
Klub bardzo się rozwinął pod względem organizacyjnym. Jest więcej profesjonalizmu, lepsza struktura i większa świadomość tego, jak powinien funkcjonować klub sportowy. Widać też, że każdy dokłada swoją cegiełkę, żeby drużyna szła do przodu.
W futbolu często mówi się o kulturze zwycięzców. Jak buduje się ją poza boiskiem?
Zaczyna się od codziennych nawyków – punktualności, odpowiedzialności i podejścia do treningu. Kiedy zawodnicy widzą, że każdy daje z siebie maksimum, naturalnie motywuje to wszystkich do stawania się najlepszą wersją siebie.
Twoja praca często dzieje się „za kulisami”. Jakie momenty w trakcie sezonu są dla Ciebie najbardziej wymagające?
Najtrudniejsze są momenty, gdy wiele rzeczy dzieje się jednocześnie – mecze, wyjazdy, treningi i sprawy organizacyjne. Wtedy trzeba szybko reagować i rozwiązywać kilka problemów naraz.
Co daje Ci największą satysfakcję w pracy z drużyną?
Największą satysfakcję daje mi moment, gdy wszystko działa tak, jak powinno, a zawodnicy mogą w pełni skupić się na grze. Oczywiście ogromną radość dają też zwycięstwa i wspólne świętowanie po meczu.
Jesteś blisko zawodników zarówno w sprawach sportowych, jak i prywatnych. Jak budujesz z nimi zaufanie?
Najważniejsza jest szczerość i dostępność. Jeśli zawodnicy wiedzą, że mogą przyjść do mnie z problemem i że zrobię wszystko, żeby im pomóc, zaufanie buduje się naturalnie.
Jak ważne są detale organizacyjne dla funkcjonowania drużyny futbolowej?
W futbolu detale mają ogromne znaczenie. Czasami drobne rzeczy. Dobrze przygotowany trening, odpowiedni sprzęt czy sprawna organizacja wyjazdu sprawiają, że drużyna może działać znacznie lepiej. Dzięki temu zawodnicy mogą skupić się wyłącznie na grze.
Współpracujesz z trenerami, zarządem i zawodnikami. Jak wygląda balans między tymi trzema światami?
Kluczowa jest komunikacja. Każda z tych grup ma swoje zadania i perspektywę, ale wszyscy pracujemy na jeden wspólny cel - rozwój drużyny i dobre wyniki na boisku.
Gdy przyjeżdża nowy zawodnik z zagranicy, jaka jest pierwsza rzecz, którą starasz się dla niego zrobić?
Najpierw chcę, żeby poczuł się komfortowo – pokazuję miasto, pomagam w podstawowych sprawach i przedstawiam go drużynie. Jeśli od początku poczuje dobrą atmosferę, dużo łatwiej odnajdzie się w nowym miejscu.
Lowlanders to nie tylko drużyna, ale też społeczność. Jak zmieniła się relacja między zespołem a kibicami w ostatnich latach?
Widać coraz większe zainteresowanie futbolem w Białymstoku. Coraz więcej ludzi identyfikuje się z drużyną i wspiera nas na stadionie. To bardzo ważne dla rozwoju klubu.
Na koniec, gdybyś miał w jednym zdaniu opisać, czym są dla Ciebie Lowlanders, co byś powiedział?
Lowlanders to dla mnie coś więcej niż drużyna – to ludzie, pasja i wspólny cel, który nas wszystkich łączy. Tworzymy coś wyjątkowego i jesteśmy jak rodzina.
Dziękujemy za rozmowę.